Jak zostawić to co kochasz i nie rozpaczać? Koniec mojej przygody z pole dance.


Pole Dance / sobota, Grudzień 1st, 2018

Czy łatwo jest zostawić to co kochasz? Jeśli jesteś do tego przywiązana, jeśli sprawia Ci wiele radości, jeśli przez ostatnie lata było istotną częścią Twojego życia… Odpowiedź brzmi: NIE ŁATWO. Można więc usiąść w kącie i płakać, można być złym na cały świat (lub na siebie!), można lamentować z powodu niesprawiedliwości… A można zostawić to wszystko za sobą i iść dalej. Przykleić łatkę czegoś wspaniałego, czegoś co Cię w pewnym stopniu ukształtowało, co było wyzwaniem i niezwykle ważnym doświadczeniem. I być wdzięcznym, że się wydarzyło!

Moje początki pole dance

Pamiętam do dziś swój wyraz twarzy, gdy wychodziłam z zajęć podczas pierwszych miesięcy trenowania pole dance – wspomnienie tego uczucia nawet teraz wywołuje uśmiech 🥰 Już 5 min. po zakończonych zajęciach nie mogłam doczekać się kolejnych! Każdy poniedziałek i środa to było dla mnie święto, chociaż na swoje ukochane zajęcia musiałam czekać cały długi dzień. Mimo, że odbywały się o 22.00 (!) nie pamiętam, żebym kiedyś opuściła je z powodu lenistwa czy niechęci wyjścia z domu. 

Nie miałam za wiele szczęścia – ciągłe zmiany grup, instruktorek, brak treningów na spinie, brak choreo, ograniczenia fizyczne związane z obręczą barkową, wielokrotne kontuzje… Ale lata mijały, a ja kochałam tę aktywność coraz bardziej. Mimo, że miałam przerwy (jedna z nich aż pół roku!) zawsze wracałam 👊💪 Najbardziej zakochałam się chyba w figurach siłowych, aczkolwiek… same figury szybko mi się znudziły. Pamiętam, że gdy pierwszy raz spróbowałam połączyć kilka z nich tam na górze w jedną efektowną sekwencję – od razu wiedziałam, że to cieszy mnie najbardziej!

Etap dojrzałości i poszukiwania kolejnych wyzwań

Oczywiście, przez te wszystkie lata miałam momenty lepsze i gorsze. Szczyty formy, jej spadki i powroty do wysokiej dyspozycji. Treningi zaczęły jednak robić się monotonne, a dalszy rozwój blokowały ograniczenia fizyczne. Wtedy właśnie coraz częściej zaczęły padać pytania o uczenie innych. Do pewnego momentu bez namysłu odpowiadałam „No co Ty! Ja?!”, aż pewnego dnia dotarło do mnie, że to mogę być właśnie ja! Że nie muszę umieć wszystkiego, że nie muszę robić szpagatu, nie muszę mieć na koncie startów w zawodach. Że mogę być świetną instruktorką bez tego! Za to ze wszystkimi innymi potrzebnymi cechami. Zrobiłam kurs (a nie było łatwo), dostałam legitymację i… poznałam Anetę, która mi zaufała i zaproponowała prowadzenie zajęć w cudownym, kameralnym studio Pole Dance Project Wola! Gdy zaczęłam prowadzić zajęcia poczułam jakby odświeżenie miłości do pole dance. Mimo, że zajęcia odbywały się w piątki o 18.00 i nieraz w drodze na salę tkwiłam w warszawskich korkach – zawsze wpadałam tam ochoczo, pełna energii. Mam nadzieję, że udzielało się to także moim kursantkom, bo patrzenie na ich zapał i postępy były dla mnie dużą motywacją dla kontynuowania tego co robiłam.

W międzyczasie odkryłam na nowo miłość do tańca (chociaż nigdy na poważnie niczego nie tańczyłam!). Zaczęłam regularnie uczęszczać na zajęcia do koleżanek „z branży” 😀 – Anety Czarnieckiej i Magdy Karasińskiej. Uwielbiałam to!

Niestety, niedawno poczułam jakby trochę wypalenia, a zapał zaczął opadać. Mimo, że kilkukrotnie próbowałam coś z tym zrobić – nie udawało się. Dzisiaj już wiem, że to nie była wina moich słabości czy braku siły do działania. To było zrezygnowanie, zmęczenie i podświadomość, że sobie szkodzę. Mój organizm już dawno zaczął do mnie mówić… tyle, że dopiero teraz zaczęłam go słuchać.

Dlaczego pole dance nie jest dla mnie?

Od dawna wiedziałam, że pole dance nie jest dla mnie. Zbyt mocno wykorzystuje obręcz barkową i w moim przypadku:

  • jeszcze bardziej skraca mięśnie piersiowe i je spina = jeszcze bardziej zamyka klatkę
  • jest sportem siłowym, a więc buduje tam masę mięśniową i generalnie spina wszystkie mięśnie

Dlaczego tak mocno te spięcia mi przeszkadzają? Po pierwsze – w moim przypadku magazynuje to stres i obciążenia psychiczne w organizmie. Po drugie (co zresztą wiąże się z pierwszym) – spięcia utrudniają prawidłowe funkcjonowanie przewodu pokarmowego 🙁 🙁

Wygląda więc na to, że trenując pole dance bardziej sobie szkodziłam niż pomagałam. Ale… jestem przekonana, że w rzeczywistości tak nie było! Muszę wziąć bowiem pod uwagę nie tylko stronę fizyczną, ale też psychiczną. A ta podczas przygody z pole dance była przez treningi niesamowicie wspierana 😉

Nadszedł jednak taki moment, w którym moje ciało (i moja psychika) powiedziały: dość! Po prostu się zbuntowały – efektem tego były, poza problemami zdrowotnymi, także brak progresu, ból i irytacja – zaczynałam powoli nienawidzić pole dance. A to jedna z ostatnich rzeczy, której bym chciała! Nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że pole dance jest szkodliwy, a nawet tego, że zaszkodził mi. Wręcz przeciwnie! Dał mi bardzo, bardzo wiele i w żadnym wypadku nie żałuję! I wciąż podpisuję się pod wszystkimi superlatywami, które o nim napisałam 😉 Po prostu znalazłam się akurat teraz w takiej, a nie innej sytuacji i, co ważne, nauczyłam się dużo lepiej słuchać swojego ciała. Zarówno ono, jak i mądrzy ludzie, którzy próbują mi pomóc, mówią, że teraz tak po prostu trzeba. Co więcej – moja głowa to rozumie, a momentami mam wrażenie, że też tego chciała…

Co teraz?

Czy jest mi smutno? Trochę tak, komu by nie było?! Ale nie jestem zła. Nie jestem zła na pole dance, nie jestem zła na świat, nie jestem zła na siebie. Nie rozpamiętuję, nie płaczę nie ubolewam. W moim sercu więcej jest radości i wdzięczności, że mogłam przeżyć tak piękną przygodę, niż smutku i złości. Widocznie tak miało być – uważam, że w życiu wszystko jest po coś. A to od nas zależy jak zdarzenia zinterpretujemy i jakie wnioski z nich wyciągniemy. Poza tym kto wie… może jeszcze wrócę na rurkową salę ;)!

Póki co natomiast skupiam się na swoim zdrowiu i robię wszystko, co uważam za słuszne, żeby sobie pomóc. Zaczęłam przykładać większą wagę do umysłu i bardziej szanować swoje ciało. I wyciszać się zamiast przyjmować pobudzające bodźce w nieskończoność.

Ale o tym już następnym razem… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *