O moim ukochanym pole dance


Pole Dance / niedziela, Wrzesień 24th, 2017

O czym jeszcze tutaj przeczytasz? O moim ukochanym pole dance!

Nie bardzo pamiętam jak to się zaczęło. Pamiętam tylko, że udało mi się namówić koleżankę, co by było raźniej 🙂 i przez pierwsze miesiące jeździłyśmy na zajęcia razem. Potem ona zrezygnowała, a ja… wciąż ćwiczę!

Od pierwszych zajęć byłam zachwycona! Ale uczciwie muszę wspomnieć, że następnego dnia ledwo wstałam z łóżka (rany boskie, nie wiedziałam, że te wszystkie mięśnie w ogóle istnieją!). Największe zakwasy miałam na plecach, ale powiem Ci, że… bolało mnie właściwie wszystko 🙂 Wtedy uświadomiłam sobie, że to jest świetny sport – wykorzystuje wszystkie partie mięśni. Do tego stretching i dynamika! Czad!

Co było wcześniej? Otóż zawsze byłam dość aktywną osobą. W liceum głównie Krav Maga (4 lata!) i basen. Na studiach od czasu do czasu siłownia i łyżwy. Po studiach głównie siłownia, aerobik i trochę biegania. Także jak widzisz background słaby 🙂 nie ćwiczyłam akrobatyki, baletu czy innych tańców za dzieciaka. W związku z tym zaczynałam zupełnie od zera z siłą i rozciągnięciem! Jest trudniej, ale… z większą satysfakcją patrzy się na każdy kolejny, nawet malutki sukces.

foto__malowanieswiatlem_1074

 

O tym jak wyglądała moja dotychczasowa przygoda z pole dance i co chcę robić z tym dalej pisałam tutaj, przeczytaj! Co dał mi pole dance? Odwagę, wiarę w siebie i wielki fun!

1. Odwaga – nie tylko ta rozumiana jako brak strachu przy wykonywaniu nowych, czasem bardzo wymagających, figur. Ale także przełamanie się psychiczne w obszarze… wyglądu. Nigdy nie uważałam się za człowieka otyłego (i nigdy takim nie byłam), ale… do figury modelki brakowało mi wiele. Zawsze. Cóż… takie geny. Odkąd pamiętam ciężko mi było schudnąć. I nigdy nie czułam się dobrze w swoim ciele (tak, przyznaję się do tego publicznie co nie jest dzisiaj zbyt modne). Ale nie o tym 🙂 Na zajęciach byłam chyba najgrubsza ze wszystkich dziewczyn, bo… nie czarujmy się – na zajęcia pole dance, szczególnie kilka lat temu – otyłe osoby po prostu nie przychodziły. Więc uwierz, ćwiczenie bez koszulki i w krótkich spodenkach było dla mnie wyzwaniem i kosztowało mnie początkowo dużo stresu. Ale po jakimś czasie przywykłam i po prostu przestałam się przejmować.

2. Wiara w siebie – jeśli chociaż raz byłaś na zajęciach lub widziałaś jakieś zdjęcia czy filmiki to wiesz, że na rurce wykonuje się nieziemskie rzeczy 🙂 ciężkie treningi, ćwiczenie wiele razy tego samego, żeby finalnie wykonać jakąś piękną figurę napawają energią i wiarą w siebie. Patrzysz w lustro lub na zdjęcie i mówisz sobie: „Wow, zrobiłam to co jeszcze dwa miesiące temu wydawało się niewykonalne. Jestem super, inny mogą mi zazdrościć!”. A, że figur w pole dance jest bardzo wiele to i tego typu chwil dużo 🙂

3. Fun – to on powoduje, że coś staje się pasją. Nie dałabym razy zliczyć momentów, w których po zajęciach jeszcze długo nie mogłam opanować uśmiechu. Każdemu życzę znalezienia czegoś takiego w życiu 🙂 Pamiętam na samym początku… Miałam zajęcia dwa razy w tygodniu – w poniedziałki i środy. Ach, to uczucie, gdy wychodząc z szatni w poniedziałek nie mogłam doczekać się kiedy będzie środowy wieczór 🙂

foto__malowanieswiatlem_1073

Oczywiście przez te kilka lat miałam chwile słabości, większe lub mniejsze kontuzje i przerwy w treningach (nawet kilkumiesięczne). Jestem tylko zwykłym człowiekiem, pracującym na co dzień poza światem sportowym. Poświęcającym czas na obowiązki domowe, rozwój zawodowy, spotkania z przyjaciółmi czy wyjazdy weekendowe. A pole dance jest tylko pasją. Albo… właściwie… pasją 🙂

Wiem, że wiele z Was jest w podobnej sytuacji, więc mam nadzieję, że uda mi się coś ciekawego wnieść do Waszych treningów! A może, jeśli nigdy nie ćwiczyłaś… to uda mi się przekonać Cię do spróbowania 🙂

One Reply to “O moim ukochanym pole dance”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *