O rozwijaniu „na poważnie” swojej pasji. Nawet jeśli myślisz, że jest już za późno!


Pole Dance / niedziela, Wrzesień 17th, 2017

O czym będzie ten blog? M.in. o rozwijaniu pasji. Ale tak „na poważnie”. Co mam na myśli? Hmm… chyba najlepiej jak opowiem Ci moją historię. Mam nadzieję, że wtedy poczujesz co mam na myśli 🙂

Nie pamiętam jak to dokładnie się stało, ale niespełna 5 lat temu zaczęłam trenować pole dance. „Wow, pewnie dziewczyna wymiata!” – czyś nie to właśnie przeszło Ci przez myśl :)? Otóż.. nie do końca… Od początku traktowałam te zajęcia czysto rekreacyjnie, chociaż jednocześnie wkręciłam się na maksa i potraktowałam to poważnie – świadczy o tym chociażby fakt, że wciąż ćwiczę. No właśnie… tyle ćwiczę i nie wymiatam? Jak to możliwe?

Miewałam okresy lepsze i gorsze, czasem kontuzje, czasem totalny brak czasu, czasem zniechęcenie… i tak jakoś się to toczyło. Nie pomagał fakt, że co jakiś czas zmieniałam zajęcia, instruktorkę, szkołę… A także to, że mam fajną i angażującą pracę zawodową, której nie rzucę jak wiele dziewczyn myślących o tym sporcie „na poważnie”.

Niemniej jednak chodziłam na zajęcia, pracowałam nad sylwetką, nad rozciągnięciem, robiłam postępy, a co najważniejsze – przełamywałam kolejne swoje bariery! O tym co dał mi pole dance i jak świetna forma ruchu to jest z pewnością Ci jeszcze opowiem. Ale tymczasem – wróćmy do mojej historii…

Nie mam backgroundu tanecznego czy akrobatycznego, nie mam naturalnych predyspozycji do rozciągania, mam od dziecka dość dużą skoliozę i niesamowicie zblokowane barki. Czyli… słaaaaabo 🙂 Ale wiem, że wszystko do czego w tym obszarze doszłam to efekt ciężkiej pracy, poświęconego czasu i zaangażowania. Zaczęłam też chodzić na fizjoterapię, żeby pomóc sobie jak tylko się da.

Nie zmieniało to jednak mojego podejścia do pole dance – mimo, że robiłam postępy, byłam coraz silniejsza, coraz mądrzejsza i bardziej świadoma wszelkich ruchów nigdy nie pomyślałam, że mogłabym zająć się tym „na poważnie„. Czyli… wystartować w jakichś zawodach lub zacząć uczyć innych. Mimo, że od czasu do czasu ktoś mnie o to pytał nawet nie brałam tego pod uwagę! Dlaczego? „Ja? Przecież nie umiem tego i tamtego. Przecież nie mam szpagatu. Przecież nie mam wygięcia. Przecież nie robię figur wymagających elastyczności barków. Przecież nie mam historii tanecznej czy sportowej. Wreszcie… przecież moja sylwetka pozostawia bardzo dużo do życzenia (przy wzroście 160 cm byłam jeszcze niedawno o 9 kg (!) grubsza – opowiem Ci o tym przy innej okazji).”

I tak mijały miesiące i kwartały, a ja regularnie ćwiczyłam, umiałam coraz więcej, ale ani myślałam o pole dance „na poważnie”. Ostatnio nawet byłam na 5-dniowym obozie pole dance, zdecydowałam się na kilka indywidualnych lekcji, które kolosalnie dużo mi dały oraz na… sesję zdjęciową, której efektami pochwaliłam się w mediach społecznościowych (przełamałam kolejną barierę!).

IMG_20170522_115103

Aż wreszcie! Nie dalej niż 2-3 tygodnie temu powiedziałam sobie: „Może i nie będę najlepsza, może i nie mam się co równać z tymi wszystkimi świetnymi dziewczynami zajmującymi się pole dance zawodowo, ale przynajmniej – spróbuję być dobra. Albo bardzo dobra. Na tyle dobra, żeby móc kiedyś uczyć innych.”. Jeśli nie wyjdzie – trudno. Ale będę dumna z tego, że spróbowałam i podjęłam wysiłek w kierunku bycia lepszym. W kierunku swoich maleńkich marzeń. W kierunku przekraczania kolejnych granic.

A więc z pewnym przerażeniem zapisałam się na kurs instruktorski, który odbywa się już za miesiąc! Dorzucam do tego kilka kolejnych lekcji indywidualnych, zwiększam dwukrotnie dawkę stretchingu i wprowadzam regularne ćwiczenia wzmacniające codziennie o poranku. Zamierzam też dalej chodzić na dotychczasowe zajęcia 2-3 razy w tygodniu.

W związku z tym, że ostatnie dwa tygodnie byłam na wakacjach to całość planu wdrażam w życie… od jutra! Także opowiadam o tym publicznie mocno się tym motywując 🙂

Przepełnia mnie radość, że się zdecydowałam. To bardzo dobry moment, bo jestem po kilku miesiącach robienia naprawdę dużych postępów. Do tego ostatnio schudłam, więc wyglądam lepiej, więc… czuję się lepiej ze sobą i chętniej wciskam się w pole dance’owe ciuszki. Poza tym rozwijam się w dziedzinach pokrewnych – odżywianiu, stretchingu i ogólnie dbaniu o siebie. Czuję, że to jest właśnie to coś! Pasja!

Jestem więc bardzo podekscytowana, ale jednocześnie wiem, że najtrudniej będzie przy tym wszystkich pozostać i się nie poddać! Trzymajcie więc proszę za mnie kciuki! Mam nadzieję, że niebawem będę mogła pochwalić się efektami i powiedzieć, że ćwiczę pole dance „na poważnie”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *